Ostatnio zauważyłam, że przy mówieniu o zdrowym jedzeniu zapomina się o zdaniu „jesteś tym co jesz”. Zapominalstwo prowadzi do tego, że niestety, ale zaczynamy jeść byle co i byle jak, czasem wystarczy, że sprzedawca naklei napis „BIO” lub „EKOLOGICZNE”,a my dostajemy szału.

green-422995_1280

Niestety problemów jest więcej z zdrową żywnością. Podam prosty przykład. Wczoraj na targu babuleńka chciała mi sprzedać czosnek, czosnek, który wielkością przypominał dorodne jabłko…

Ja: Skąd Pani go ma?

Pani: Z ogródka

Ja: Na pewno?

Pani: Tak!

I oczywiście nie był z ogródka bo w koszyczku obok leżały te prawdziwe z jej ogródka. Małe, zdrowe i ekologiczne główki czosnku. Dlaczego chciała sprzedać mi chiński czosnek z promocji z hipermarketu? Tego nie wiem, ale dowodzi to słusznej prawdy, że ufać nie wolno nikomu.

Dodatkowo sklepowe półki pełne są podobnych intryg na, które nikt nie zwraca uwagi. Przykładowo ekologiczny serek z konserwantem czy polewanie jabłek, żeby się błyszczały specjalnym woskiem. 

Największy wróg… mięso

Niestety największy problem to jednak mięsa wszelkiego rodzaju, głównie te pakowane, a pakowane są niestety… prawie wszystkie. Dodaje się do nich niesamowite ilości konserwantów, sztucznych barwników i innych „ulepszaczy”, które mają za zadanie pozwolić zarobić producentowi więcej.

Dodatkowo należy pamiętać, że wszelkie ekologicznie wyglądające etykietki nie mają z ekologią nic wspólnego. Nie dajmy zwieść się brązowo-zielonym opakowaniom i znaczkom „pseudo-ekologicznych” produktów. Coś takiego po prostu nie istnieje.

Tyle ode mnie!